top of page
Szukaj

WYNURZEŃ POCZĄTEK

  • titalolyrics
  • 3 sie 2025
  • 2 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 4 sie 2025

Wszystko zaczęło się 27 grudnia 2024 roku, gdy po obejrzeniu filmu biograficznego, którego bohaterem był David Bowie rozpoczęłam intensywną analizę David Bowie vs Ja.





On wokalista, kompozytor, autor tekstów piosenek, multiinstrumentalista, malarz, aranżer, producent i w dodatku aktor. Normalnie zjawisko nadprzyrodzone. A przecież głowy nie ma większej od mojej, no może troszeczkę z racji odmiennej płci i jej anatomii. Gdzie to wszystko się zmieściło???


Ja kobieta systemowa (jak mnie kiedyś ktoś określił) dość długo pracująca w ścisłych strukturach, gdzie obowiązują twarde zasady, raczej perfekcjonistka, pielęgnująca profesjonalizm. Nuda?

Niestety nie mam czasu się nudzić, bo ciągle gonię za rozwiązaniami przyziemnych problemów, czyli trudności w pracy zawodowej, która jest mi potrzebna by jeść, mieszkać i żeby mieć na możliwości odpoczynku od niej. Brak mocy nadzwyczajnych??? :(


I tak sobie móżdżę i móżdżę i nagle nastąpiła iluminacja w mojej głowie:

A może w każdym człowieku siedzi głęboko coś wartościowego i czeka na wydłubanie, a posiadacz MOCY NADZWYCZAJNEJ nie ma po prostu świadomości, że powinien odkryć TO w sobie, bo my w tej przyziemnej gonitwie nie mamy czasu ani pieniędzy (tyle ile miał David na pielęgnowanie wnętrza) na poszukiwanie i przyglądanie się co mamy w środeczku. Nasz procesor wystarcza na obsługę programów operacyjnych, na kreatywność i filozoficzne rozważania czasem nie ma już w nim miejsca... i nadchodzi wieczór a my padamy na twarz i zasypiamy nie pamiętając jak się nazywamy, by się zresetować, bo jutro gonitwy ciąg dalszy...

Zaczęłam jednak rozmyślać, czy w czymś radzę sobie lepiej w opinii innych, czy sprawia mi to przyjemność i mnie jara, coś co nie generuje kosztów?

Jest, pisanie!!!

Nie jestem, co prawda, twórcą bestselerów, zwykle pisałam w ramach obowiązków służbowych i pod presją czasu, ale lubiłam to robić i przychodziło mi to z łatwością lecz o pielęgnacji domniemanej, mojej mocy specjalnej nie było mowy (w dodatku zawsze miałam problemy z interpunkcją). Ale tak szczerze, co ja niby miałabym pisać? Książkę? Nie, wolę je czytać. Poezję? Nie, nigdy nie była w sferze moich zainteresowań, choć pamiętam w domu rodzinnym grzbiet książki "KWIATY POLSKIE" Tuwima. Dlaczego pamiętam ten tytuł?"

Jak byłam nastolatką, pod koniec podstawówki, pani z polskiego poleciła przeczytanie jakiejś książki spoza spisu lektur, w czasie ferii zimowych. Ponieważ miałam co innego do roboty, po feriach na pytanie nauczycielki odpowiedziałam, że przeczytałam tę właśnie pozycję Tuwima. Spytała o czym była książka, więc ja, znając tylko grzbiet książki (zapadł mi w pamięć podczas cyklicznego wycierania kurzu z mebli w salonie) odpowiedziałam, że o kwiatkach. Już wiecie jaką ocenę otrzymałam. I taka to była moja jedyna przygoda z poezją.


Rozmyślania i poszukiwania tego czegoś wyjątkowego, co niby noszę w sobie natrafiły na totalny impas...

(trwał dobrych kilka godzin)


Potem gdzieś jadąc samochodem ulicami swojego miasta, słuchałam piosenki w radiu (nigdy nie wydusicie ze mnie jakiej) o tekście, który (według mnie) pozostawiał wiele do życzenia i mimowolnie zaczęłam ją w głowie udoskonalać. Tego dnia, wieczorem miałam już gotowe dwie inne. No to się porobiło, piszę piosenki. Teraz mam ich już 46 :)


Czy to jest tym czymś wyjątkowym, co czekało we mnie na odkrycie? Czy to moja MOC niezwykła? To się jeszcze okaże. Może to pycha i jestem zwykłą grafomanką? Wy o tym zdecydujecie. Póki co, za każdym razem, jak coś napiszę, robi mi to dzień i czuję rozpierającą radość.


Pozdrawiam Titalo :)









 
 
 

Komentarze


bottom of page